Jedną ręką
szarpała go za ramię, chcąc zmusić do dalszej drogi, jednak Chris cały czas próbował
się jej wyrwać. Sam był sobie winien. Powinien domyśleć się, że matka może
podsłuchiwać jego rozmowy. Kiedy Christian zaparł się w miejscu, jego matka w
końcu się poddała. Nie miała więcej sił, aby ciągnąć za sobą tego upartego
chłopaka. I zdecydowanie nie chciała, żeby pół miasta się temu przyglądało.
- Rób jak
chcesz! Jesteś dorosły. Ale wiedz, ze twoja siostra pewnie chciałaby, aby
dwójka tych przestępców poniosła konsekwencje!
- Mamo, to nie
są przestępcy! – nawet nie zorientował się, gdy znaleźli się pod wielkim
budynkiem, gdzie roiło się od funkcjonariuszy w niebieskich mundurach.
Przełknął nerwowo ślinę i wszedł za rodzicielką do środka. Grzecznie poczekał,
aż załatwi wszystkie formalności i później był zmuszony udać się za policjantem
do pokoju przesłuchań. Kiedy się tam znaleźli, Chris usiadł na jednym z wolnych
krzeseł, lokując swoje dłonie na kolanach. Był naprawdę zestresowany i nie
wiedział jak się zachować. Gdy mundurowy zaczął zadawać mu coraz to nowsze
pytania, po prostu się pogubił. Język mu się plątał.
- Przepraszam.
Nie wniosę na nikogo skargi – mruknął, bawiąc się swoimi kciukami. Jego matka
niemal spadła z krzesła, słysząc te słowa. – Nie zrobię tego, bo… on jest… był
moim przyjacielem… - wyszeptał i nie czekając na reakcję rodzicielki wybiegł z
komisariatu.
Wyciągnął zza
łóżka jakąś starą i brudną koszulkę, po czym rzucił ją na stertę reszty
znalezionych niedawno rzeczy. Usiadł na brzegu łóżka, dokładnie przyglądając
się każdej z nich i przez chwilę zastanawiał się, jak wcześniej upchał to, do tej
torby. Niektórych z tych rzeczy nie nosił co najmniej od kilku miesięcy, więc
spokojnie mógł zostawić je u matki. Co więc skłoniło go, aby zabrać je ze sobą?
Może to, iż planował mieszkać w tym miejscu jak najdłużej. Przecież nawet w
najgorszych koszmarach nie spodziewał się kolejnej wyprowadzki. A może raczej
ucieczki?
Odchrząknął
cicho, ponownie zbliżając się do swojej szafy, gdzie znajdowała się reszta
ubrań Justina. Chwycił za swoją ulubioną koszulę i ostatnią parę jeansów, jaką
tam znalazł i kilka sekund później wrzucił ją do torby, która od samego rana
stała na środku pokoju. Ilość rzeczy zgromadzonych w tym bagażu niebezpiecznie
rosła i Justin przez chwilę zastanawiał się czy czasem przypadkiem na zabrał
jakiś ubrań Zayna, bądź Nialla. Nie do końca wiedział co teraz z nim będzie.
Nie był pewien czy Jake przyjmie go z otwartymi ramionami, gdy pojawi się w
progu jego drzwi.
Justin naprawdę
nie chciał opuszczać tego miejsca, ponieważ strasznie się z nim zżył. Choć
mieszkał tu tylko kilka miesięcy, przeżył tu swoje wzloty i przede wszystkim
upadki. Ale miał tu kogoś kto zawsze go wspierał. Miał Nialla i Zayna, który
zostawił go w najmniej oczekiwanym momencie. Ale Justin sam był sobie winien.
To on na niego naskoczył. Bieber na samą myśl o tej dwójce chłopaków, poczuł
jak robi mu się ciepło na sercu, ale chwilę później jego brązowe oczy zaszły
mgłą. Potrząsnął szybko głową, nie chcąc dać po sobie poznać jak jest mu smutno
i ruszył w stronę torby, próbując jakoś ją zapiąć. Jednak tak jak wcześniej
przypuszczał, zamek nawet nie drgnął. Zaklął
siarczyście pod nosem, czując jak ogarnia go bezsilność i z tego wszystkiego
cisnął koszulą przed siebie. W tym samym momencie, usłyszał ciche skrzypnięcie
drzwi. W ich progu pojawił się blondyn z grymasem na twarzy. W jego oczach
Justin dostrzegł cierpienie. Szatyn szybko podniósł się z klęczek i
uśmiechnął się blado do przyjaciela.
- To naprawdę
konieczne? – szepnął cicho blondyn i spuścił wzrok.
- Malik mnie tu
nie chce. Nawet nie przyszedł się pożegnać – stwierdził Justin i spróbował
przypomnieć sobie jak wygląda uśmiech, co w końcu mu się udało po kilku
paralitycznych skrzywieniach twarzy. Niall jednak znał go na tyle, aby
wiedzieć, że nie był to szczery gest.
- Dobrze wiesz,
że on musi to przeczekać. Przejdzie mu – wyjaśnił Niall. Doskonale zdawał sobie
sprawę z tego, że może to być ostatni raz kiedy się widzą i nie był w stanie
się z tym pogodzić. Tak bardzo chciał zatrzymać przy sobie Justina.
- Zobaczymy się
jeszcze kiedyś? – spytał niemrawo, po czym usiadł na brzegu łóżka, tuż obok
przyjaciela. – Będę tęsknił.
- Jasne, że się
spotkamy, Niall. Muszę tylko poukładać ten cały bałagan – objął ramieniem
przyjaciela. Nie chciał się z nim żegnać. Nigdy tego nie lubił. Pożegnania
zawsze były dla niego trudne i często gościły w jego życiu. Horan uniósł na
niego zaszklone spojrzenie. – Hej! Nie maż się! To nie koniec! – powiedział z
entuzjazmem szatyn, próbując sam przekonać się do swoich słów. – Chyba już
pójdę – chwycił za rączki od torby i zarzucił ją na jedno ze swoim ramion. W
przejściu wpadł na Zayna, który nawet nie uraczył go jednym spojrzeniem. Justin
cicho odchrząknął.
- Wiesz co
Malik? Nie chcę, żeby to się skończyło, ale ty najwyraźniej czujesz się urażony
po tym, jak raz dostałeś po gębie… Zawsze jest ten pierwszy raz, wiesz? Wcale
nie jesteś twardy, Zayn… - wybuchł. Potok słów, wypływał z jego ust i nie był w
stanie ich zatrzymać. Mówił to co myślał. Dawno nie był tak szczery. – To
wszystko na twoje życzenie. Żegnaj – ruszył przed siebie, nadsłuchując kroków
Malika. Liczył na to, że Zayn za nim ruszy. Bo przecież jeśli komuś na kimś
zależy to zrobi się wszystko, aby było dobrze, prawda?
Był zmuszony otworzyć
oczy, gdy ktoś zaczął brutalnie zsuwać z niego kołdrę. W ostatniej chwili
zdążył złapać za jej końce i ponownie schował twarz pod grubą pierzyną. Kolejne
mocne szarpnięcie sprawiło, że uniósł głowę i mruknął coś niezrozumiałego,
niewyspanym głosem. Niespodziewanie rażące światło bezczelnie wdarło się przez
zasłonięte dotąd rolety, oślepiając Justina. Mechanicznie zakrył ręką powieki i
zaklął siarczyście pod nosem. W końcu zmuszony do tego chłopak, otworzył oczy,
przyzwyczajając się do jasności. Wcześniej panowały tutaj egipskie ciemności,
co spowodowane było tym, iż Bieber postanowił odizolować się od świata,
zasłaniając żaluzję tak, aby choć odrobina światła nie mogła się tutaj
przedostać. Jednak jego plany zostania w łóżku do końca życia zostały przerwane
przez jego natrętnego brata.
- Jak to
możliwe, że przez siedem godzin nie raczyłeś nawet podnieść swojego tyłka? –
mruknął Birecki, siadając na kanapie, tuż naprzeciwko materacu, na którym leżał
Justina. Zaczynał poważnie się o niego martwić. Bieber od czasu urwania kontaktu
z dawnymi przyjaciółmi kompletnie się wyłączył. Wygasł w nim egoizm i chamstwo,
a zamiast tego pojawił się strach. Jake nie umiał dokładnie określić co dzieje
się z jego bratem. Wiedział tylko, iż jakaś cząstka szatyna nieodwracalnie się
zmieniła. Justin po prostu nie był sobą.
- Daj wreszcie
pospać człowiekowi! – jęknął chłopak, ziewając przeciągle i znów ulokował głowę
na poduszce, która delikatnie się wgniotła.
- Justin, ty
przesypiasz całe dnie! To nie jest normalne! Życie toczy się dalej. Z Zaynem,
albo bez – stwierdził BRO, przesiadając się na materac. Próbował poklepać brata
po ramieniu, jednak ten momentalnie przeczołgał się na ziemię.
- Mówiłem ci, że
masz nie wypowiadać przy mnie tego imienia, okej? – syknął, niczym wąż tuż
przed ukąszeniem i wstał z podłogi, otrzepując się z niewidzialnego kurzu. –
Ten człowiek dla mnie nie istnieje – dodał nieco łagodniej, otwierając lodówkę
i niemal od razu na jednej z półek dostrzegł na wpół pustą butelkę whiskey.
Uśmiechnąwszy się półgębkiem, chwycił trunek w dłonie i już miał upić łyk tej
magicznej cieczy, która pozwoliłaby mu się odstresować, kiedy Jake cisnął w
niego poduszką, powodując, że szklana butelka roztrzaskała się na podłodze. Szatyn
zaczął cicho pojękiwać, wykrzywiając twarz w smutnym grymasie.
- I coś ty
narobił? – krzyknął Justina, wymachując rękoma, a później przykucnął przy
rozlanym alkoholu. – Nie będę tego sprzątał. A teraz jestem zmuszony wyjść do
sklepu. Dzięki, braciszku – posłał mu kpiący uśmiech i przekroczywszy kałużę
whisky, ruszył w stronę swojego pokoju. Nie zdążył zrobić kilku kroków, a do
jego uszu dobiegł dźwięk jego telefonu, który tym razem wydał mu się jeszcze
bardziej irytujący niż dotychczas. Wyminął brata, posyłając mu mordercze
spojrzenie i wziął w dłoń komórkę. Ujrzawszy na wyświetlaczu kopertę,
informującą go o nowej wiadomości, pokręcił z niechęcią głową. Był przekonany, że operator po raz kolejny będzie próbował wcisnąć mu jakieś durne i nikomu nie
potrzebne promocje. Coś jednak mimo wszystko kazało mu odczytać tego esemesa. I
jakież było jego zdziwienie, gdy ujrzał nadawcę.
Justin usiadł na
krańcu kanapy, przetwarzając w umyśle przeczytane przed chwilą słowa.
Sam nie był w stanie w to uwierzyć. Po tym wszystkim jedna z
ważnych dla niego osób postanowiła się z nim spotkać? Coś tu nie grało. Bieber
od czasu kłótni z Malikiem czuł niewyobrażalną pustkę, dlatego nie zamierzał
zastanawiać się czy jest to podstęp, czy też nie. Łapał się każdej możliwej
szansy. Byleby tylko znów znaleźć się obok nich.
Zerwał się z
miejsca, uświadamiając sobie, że może to być ostatni moment na zjednanie.
Wcześniej nie miał zamiaru robić tego ‘’pierwszego kroku’’, ale teraz było mu
już wszystko jedno. Tak bardzo pragnął znów stanowić całość z tymi chłopakami i
powrócić do czasów, gdy porównywano ich do Trzech muszkieterów, że był gotowy
podjąć to ryzyko. Podekscytowany wbiegł do przedpokoju, gdzie znajdowały się
jego ubrania. Dokładnie przeszukiwał swoją torbę, aż w końcu natknął się na
właściwą marynarkę. Wyciągnął ją ze środka, gładząc dłonią czarny materiał.
Następnie wcisnął się w ciemne spodnie i białą koszulę, odpinając dwa górne
guziki. Wpadł do łazienki niczym burza, odszukując na półce swoje ulubione
perfumy i wylał na siebie prawie cały flakonik. Pierwszy raz próbował ogarnąć
się w tak krótkim czasie i szczerze mówiąc szło mu nieźle. Pomijając bałagan
jaki za sobą zostawiał.
Birecki
przyglądał mu się z boku, a na jego twarzy wręcz malowała się ciekawość. Nie rozumiał,
co musiało być zawarte w tej wiadomości, skoro Justin w mgnieniu oka z
śmierdzącego lenia, zamienił się w eleganckiego i schludnego chłopaka.
Oczywiście cieszył się niesamowicie, że będzie mógł w końcu odpocząć od
krzyczenia na brata. Miał już tego stanowczo dość, ale tylko ten sposób miał
jakieś szanse, aby dotrzeć do Biebera.
- A tobie co? –
spytał, widząc jak szatyn wsuwa nogi w jedną z wielu par vansów.
- Nic – wzruszył
ramionami ciemnooki i stanął przed lustrem, uśmiechając się do swojego odbicia.
Przeczesał dłonią kasztanowe włosy, co było jego nieodłącznym odruchem, gdy się
denerwował, jednocześnie pozostawiając je w jeszcze większym nieładzie.
Wyglądał oczywiście uroczo, co sam zdołał dostrzec. – Mam coś do załatwienia,
nie czekaj na mnie. – rzucił i spojrzawszy na srebrny zegarek, jaki ozdabiał
jego lewą rękę, wyszedł z mieszkania.
*
Tak oto mamy rozdział 14 i powoli zbliżamy się do końca. Nie wierzę w to. Dawno nie zżyłam się z jakąś moją historią i trudno będzie mi rozstać się z tym blogiem. Jak minęły wam święta, kochani?
Nie zapominajcie o nowym rozdziale na MENTAL-MESS
Zajebiście mam zapas żelu pod prysznic do końca stulecia, chcesz może trochę ? Ej no to już powoli koniec ?!?! :( Jak zwykle zajebiście i mam nadzieje, że nowy rozdział będzie już niedługo :* Niestety chrom mi się rozjebał, a nie pamiętam hasła do bloggera, więc muszę się podpisać z tt @Aga_Wojcieska <3
OdpowiedzUsuńZayna i Candice tak mi brakuje tutaj. :C wiem, jestem męcząca, bo ciągle o nich proszę, no cóż przywiązałam się do nich strasznie, to moją ulubiona parka w blogowej sferze! Są tacy idealni *_*
OdpowiedzUsuńZastanawia mnie jak ty to robisz, że tak dobrze kreujesz Biebera, odrywasz się od stereotypów, wprost nieziemsko.
Załamuje mnie fakt że coraz bliżej koniec, ale przecież wszystko co nie jest Modą Na Sukces musi się kiedyś skończyć, prawda? ;<
Wybacz, że tak z anonima, ale mój telefon nie chce mnie na googlach zalogować, ugh.
To ja, @fabregasek.
aaaa ! nareszcie ! Tylko brakuje mi troche Zayna i Candice ;cc a tak bardzo ich lubiłam. MAM pytanie ile jeszcze rozdziałów do końca opowiadania >? ps. rozdział jak zwykle świtny :33
OdpowiedzUsuńI czekam na next *__*
jeden rozdział i epilog ;)
UsuńSzkoda, że takie krótki rozdział, ale cieszę się, że w ogóle jest :D
OdpowiedzUsuńJak to jeszcze tylko dwa rozdział do końca ?! :C
Ja się tak nie bawię !
Czy Ty żeś oszalała?! Jaki koniec??? Hę??? Ja jestem uzależniona od Twojego bloga, płacisz za mój odwyk, rachunek wyślę pocztą... Rozdział jest zaje... bisty :D
OdpowiedzUsuńAż wstyd zapraszać na moje blogi, bo ja to przy Tobie beztalencie totalne... www.baby-just-shout-it-out-shout-it-out.blogspot.com (imaginy) i www.too-much-love-will-kill-you.blogspot.com (opowiadanie)
ahh rozdzial jak kazdy inny bardzo mi sie podobał kocie xd kurcze nie koncz go bo zakochalam sie w Twoim blogu xd CZEKAM NA NOWY <3 @seciute
OdpowiedzUsuń